poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Nienawidzę chorować, a chorowanie w Pekinie jest wyjątkowo wkurzające. Z jednej strony wypadało by wyleżeć przeziębienie, ale kiedy? Nie uśmiecha mi się rezygnowanie z castingów a jak brak wspomnianych, to są inne istotne rzeczy do zrobienia, np. zwiedzanie czy wyjście ze znajomymi… Nie chcąc tracić czasu pałętam się po Pekinie kichając i kaszląc nieustannie. Podobno przeziębienie trwa tydzień, mam taką nadzieję i odliczam. Już tylko 4 dni…

sobota, 2 kwietnia 2011

Zwiedzanie czas zacząć

Będąc, jakby nie było, na drugim końcu świata, nie wypada nie zwiedzić najważniejszych zabytków tego miejsca. Do tej pory poza Placem Tian’anmen niewiele zwiedziłyśmy, jednak na swoje usprawiedliwienie powiem, że czekałyśmy na wiosnę. W końcu i tak przede mną co najmniej dwa miesiące w Pekinie, uznałam więc przy aprobacie współlokatorki, że lepiej poczekać na cieplejsze dni i zazielenione drzewa. W końcu ważną część kompleksów pałacowych i świątynnych stanowią ogrody i parki, a te jak wiadomo najlepiej prezentują się w zieleni.

Choć wiosna jeszcze nieśmiało zaznacza swą obecność, pierwszą wycieczkę mamy już za sobą. W planach miałyśmy świątynie lamajską, jednak dzień przed zbyt długo zabawiłyśmy w jednym z klubów, skutkiem czego nieco zaspałyśmy… Według przewodnika świątynia powinna być otwarta dla zwiedzających do godziny 17, więc mimo pobudki o 14 byłyśmy pełne nadziei, że jednak zdążymy. I zdążyłybyśmy gdyby nie fakt, że przewodnik nieco nas oszukał, bo świątynia okazała się dostępna do 16. Będąc na miejscu (jak się okazało) na pół godziny przed zamknięciem doszłyśmy do wniosku, że jednak nie tym razem. Na szczęście po drugiej stronie ulicy znajduje się Świątynia Konfucjusza, otwarta nieco dłużej. Cały kompleks świątynno muzealny nie zajmuje zbyt wiele miejsca, tak więc spokojnie zwiedziłyśmy go w niecałą godzinę. Zwiedzanie świątyni lamajskiej odłożyłyśmy na później (jakoś do tej pory nie możemy się zebrać, żeby w wolny dzień wyjść z domu przed 15, być może dlatego, że przed każdym wolnym dniem zwiedzamy tutejsze kluby).

Zdjęcia poniżej, a my się właśnie zbieramy do parku Beihai, zobaczyć Białą pagodę, która na szczęście dla nas otwarta jest do godziny 22.













środa, 30 marca 2011

Chic 2011

Jest tyle rzeczy, o których chciałam tu napisać, ale jakoś nie znajduje w sobie weny, siły ani czasu. Kolejnego dnia wydarza się coś nowego, czym chciałabym się podzielić i co sprawia, że poprzednie wydarzenia schodzą na dalszy plan „do opisania innym razem”. W efekcie blog został nieco przeze mnie zaniedbany, co mam nadzieję nadrobię.

W ostatnich dniach, równolegle z tygodniem mody, odbywała się wystawa, targi (nie do końca wiem jak to określić) pod nazwą Chic 2011. W czasie kilku dni ich trwania przewinęły się tam chyba wszystkie zagraniczne modelki. Mnie również nie ominęła „przyjemność” brania udziału w tym przedsięwzięciu. Praca nie była może zbyt ciężka, ale z pewnością nużąca i irytująca. W ciągu dnia dwukrotnie, po godzinie, musiałyśmy stać jako żywe manekiny na wystawie stoiska danej marki, uśmiechając się do klientów i dając się fotografować każdemu komu przyszedł do głowy pomysł uwiecznienia nas na zdjęciach. A przychodził każdemu…. W związku z czym przez godzinę byłyśmy oślepiane błyskami flashy z każdej możliwej strony. Na szczęście godziny pracy mijały szybko, a między nimi miałyśmy sporo czasu dla siebie.




czas na obiad....

w czasie pracy najczęściej dostajemy takie oto specjały albo trochę syfu z McDonalda. Prawdę mówiąc czasami nie wiem co jest gorsze....

środa, 23 marca 2011

Uwaga na złodziei

Pierwszy raz w życiu ktoś próbował mnie okraść.... Wracając z zakupów poczułam, że moja torebka (zawieszona przez ramię, swobodnie wisząca z tyłu) delikatnie się poruszyła. Odruchowo odwróciłam się i zobaczyłam młodego mężczyznę z portfelem w dłoni, niestety był to MÓJ portfel! Pierwszy raz w życiu znalazłam się w takiej sytuacji i przyznam szczerze nie bardzo wiedziałam jak się zachować. Stanęłam wiec jak wryta z niedowierzaniem patrząc na jegomościa, który zerkając na mnie z lekkim przerażeniem podawał mi mój własny portfel, po czym szybko się oddalił. Skonsternowana sprawdziłam zawartość, i na szczęście nic nie zginęło. Mniejsza z pieniędzmi, których i tak za wiele przy sobie nie miałam, ale perspektywa utraty dokumentów porządnie mnie przeraziły....

wtorek, 22 marca 2011

Poczekalnia

Najczęściej o castingach dowiadujemy się dzień wcześniej, nasi bookerzy wysyłają nam wiadomości z ilością castingów i godziną ich rozpoczęcia. Jednak zdarza się i tak, że jesteśmy informowane pół godziny przed... Tak było przez ostatnie dwa dni, co skutecznie utrudniło nam realizacje planów na wieczór.
Ale właściwie to ja nie o tym chciałam. Zastanawia mnie logistyka niektórych castingów - głównie tych w których uczestniczą zarówno lokalne modelki, jak i te zagraniczne. Nie wiem czy wszędzie tak to wygląda, ale w Pekinie kiedy mówią nam, że casting rozpoczyna się o 20, oznacza to, że od tej godziny będziemy czekać na miejscu kilka godzin aż skończą Azjatki. Za każdym razem tak jest, dlatego dziwie się dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, żeby zagraniczne modelki i modele przyjeżdżali na późniejszą godzinę.
Na zdjęciach upamiętniłam naszą wczorajszą "poczekalnie" w jednym z pekińskich biur. Od godziny 19.30 do około 22 grzecznie siedziałyśmy czekając, aż zacznie się nasz casting.




czwartek, 17 marca 2011

Kochanie, mam dla Ciebie niespodziankę…

Kinder niespodziankę! Takie szczęście mogę mieć tylko ja, pierwsza poważna praca w Pekinie, pierwszy katalog i co? I wciskają mnie w ubrania ciążowe. Złośliwym od razu odpowiem – nie, nie przytyłam tak od chińskiego jedzenia, doczepili mi sztuczny brzuch. Żeby nie było, że nadaje się tylko na kobietę przy nadziei dodam, że podczas tej samej sesji robiliśmy zdjęcia do katalogu kapeluszy, okularów przeciwsłonecznych i bielizny.

Po powrocie do domu, z przyklejonymi sztucznymi rzęsami i makijażem, którego nie powstydziła by się lalka Barbie, zostałam poinformowana przez moją współlokatorkę, że właśnie wychodzimy do klubu. Może to mój urok, może to zasługa wizażysty, ale zainteresował się mną pewien Rosjanin, obchodzący w klubie swoje urodziny. Przez kelnerkę przesłał mi róże i szampana, po czym jego brat postanowił mnie nieco ponękać. W stanie wskazującym na spożycie znacznej ilości alkoholu zaczął, najpierw w języku naszych wschodnich sąsiadów, następnie łamanym angielskim, namawiać abym z nimi usiadła i napiła za zdrowie jubilata. Niestety żadne moje odmowy do niego nie docierały, a próbowałam na różne sposoby, wspomniałam nawet o zazdrosnym mężu, bezskutecznie. Moje słowa trafiały jak grochem o ścianę, a delikwent zaczął mnie dosłownie zaciągać do stolika. Wtedy właśnie z pomocą ruszyła moja rosyjska współlokatorka. Po jednym jej zdaniu głuchy na moje odmowy mężczyzna cudownie odzyskał słuch i bez słowa zostawił mnie w spokoju. Zapytałam więc co mu powiedziała, na co ona, „że jesteś lesbijką”. Tak więc drogie panie, które będziecie czytać ten wpis, znacie już sposób na natarczywych Rosjan (i nie tylko).

(jak tylko zdobędę zdjęcia i będę się wstydziła ich pokazać, zamieszczę je na blogu)

niedziela, 13 marca 2011

Bonusy

Praca modelki (o nieazjatyckim typie urody) w Pekinie, to nie tylko castingi sesje zdjęciowe czy wybiegi, ale i pewne bonusy. Z racji tego, że, jak wspominałam przy okazji opisu zwiedzania Tian’anemn, wzbudzamy spore zainteresowanie wśród tubylców, właściciele różnego typu lokali uważają naszą obecność za dobry PR.

Z tego też powodu, modelka wybierająca się na imprezę, nie musi się martwić, że w klubie wyda połowę kieszonkowego, bo większość rzeczy jest dla nas za darmo. Nie wiem czy tak jest we wszystkich klubach, są jednak miejscach o których wszyscy wiedzą i tam właśnie się spotykają. Z tego co wiem do niedawna również niektóre siłownie oferowały darmowe wejścia za okazaniem kompozytu (wizytówka modelki w formacie A5 z jej zdjęciami i nazwą agencji). Jeśli oszczędza się na jedzeniu, ciekawą opcją wydają się czwartkowe kolacje dla modeli w jednym z luksusowych hoteli. Wprawdzie nie byłam tam, jednak z relacji koleżanek wynika na to, że za siedzenie przy hotelowym barze i sączenie darmowych drinków w osobnym pomieszczeniu mamy do dyspozycji szwedzki bufet z różnymi przystawkami, owocami czy pizzą

Darmowe jedzenie i napoje to jeszcze nie wszystko. Znając odpowiednie osoby, modelki zatrudnione w klubach do ściągania innych modelek, można dowiedzieć się kiedy takie imprezy są płatne. Wówczas za siedzenie i bawienie się przez 4 godziny dostaje się 200 juanów płatnę od ręki. Choć brzmi idyllicznie ma to swoje minusy. Najpewniejszy klub, a raczej dyskoteka nienależny do najciekawszych. Znajdujący się w rosyjskiej dzielnicy lokal, o swojsko brzmiącej nazwie Las Vegas, to kwintesencja niechlubnych stereotypów o mentalności naszych wschodnich sąsiadów. Dużo, na bogato i bez gustu. Muzyka to mieszanka radiowych przebojów i rosyjskiego odpowiednika disco polo…. Sam lokal jest ogromny i urządzony z przepychem. Jednak właśnie przez tę jego wielkość i stosunkowo niewielką popularność czasami wydaje się, że jedynymi klientami są modelki którym klub płaci za obecność. Wisienką na torcie są tu regularne występy drag queen i skąpo ubranych tancerek. Płatne imprezy są jednak średnio trzy razy w tygodniu, więc będąc na wszystkich można zarobić 1,5 tygodniowego kieszonkowego co w bardziej obrazowym przeliczniku wychodzi nawet sześć par butów, pod warunkiem, że się dobrze targujemy

Jeśli bardziej niż o pewny zarobek chodzi nam o dobrą imprezę można wybrać się do Suzi Wong. Mnóstwo ludzi, świetna obsługa, drogi (darmowy) alkohol i dobra muzyka. Tu jednak nie wystarczy pojawić się w odpowiednim dniu aby otrzymać pieniądze (stawka w tym klubie to 250 juanów). Tu trzeba odpowiednio wyglądać, co dla właścicielk,i osobiście kontrolującej klientów, oznacza mocny makijaż, seksowny strój i wysokie szpilki. Za pierwszym razem gdy modelka przychodzi stosownie ubrana, jest obserwowana przez Suzi. Jeśli dobrze tańczy, jest kontaktowa i na polecenie właścicielki dosiada się do odpowiednio bogatych klientów, za kolejną wizytę może otrzymać pieniądze.

W sumie nic złego, ja jednak nie specjalnie się do tego nadaję, więc niemal całkowicie bez makijażu, w trampkach (całych czarnych, więc nie rzucały się zbytnio w oczy), dżinsach i t-shircie pojawiłam się w klubie aby się dobrze bawić.

(zdjecia pochodzą z Vegas, niestety w Suzi zapominam o zrobieniu zdjęć)